Mieszkańcy pogranicza województw małopolskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego suszą domy i liczą straty po tym, jak dwa tygodnie temu ich miejscowości zalała woda. Po kilku suchych miesiącach wyczekiwania na deszcz w ciągu kilku dób spadło go tak dużo, że strażacy nie nadążali z pompowaniem wody z piwnic i udrażnianiem dróg. Kilkadziesiąt osób musiało opuścić swoje gospodarstwa.

- Modliliśmy się o deszcz. Teraz módlmy się, żeby przestał padać – zachęcał wtedy, przewodnicząc sztabowi kryzysowemu, premier Mateusz Morawiecki.

Hydrolodzy, hydrotechnicy, eksperci od gospodarki wodnej i przyrodnicy są zgodni: susze i nagłe podtopienia to nie kwestia wiary, ale m.in. efekt anachronicznej polityki wodnej w Polsce.

Brudne rzeki

W najnowszym raporcie „Gospodarka wodą w Polsce” eksperci nie pozostawiają suchej nitki na odpowiedzialnych za zapobieganie powodziom, stan chemiczny wód podziemnych i kondycję ekologiczną rzek. W jego powstawaniu brali m.in. udział Joanna Pijanowska, specjalistka od hydrobiologii, Agnieszka Królikowska, członkini zarządu Europejskiej Federacji Korozyjnej, Grzegorz Raszewski zajmujący się toksykologią i bezpieczeństwem żywności oraz Przemysław Nawrocki, biolog specjalizujący się w dziedzinie badań i ochrony ekosystemów rzek i mokradeł oraz przyrodniczych aspektów gospodarki wodnej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej