Szacunki wzrostu średniego poziomu morza są jednym z najtrudniejszych elementów prognoz klimatycznych na najbliższe dekady oraz stulecia. A to dlatego, że najlepsze modele komputerowe nie potrafią dokładnie odwzorować reakcji wielkich czap lodowych znajdujących się w Arktyce (głównie na Grenlandii) oraz w Antarktyce (przede wszystkim w jej niestabilnej zachodniej części).

Stąd wielka niepewność tych modelowych wyników - niestety dotycząca jednego z najgroźniejszych efektów obecnego globalnego ocieplenia i zmian klimatu.

Najgroźniejszych, bo nasza cywilizacja intensywnie zagospodarowuje wybrzeża, budując na nich wielkie aglomeracje jak Nowy Jork czy Szanghaj.

W swoim raporcie z września 2013 r. ONZ-owski Międzyrządowy Panel ds. Zmian Klimatu (IPCC) prognozował, że jeszcze do końca tego wieku ocean podniesie się o 26-98 cm w porównaniu z przełomem XX i XXI w. Tak znaczna rozpiętość tej prognozy związana była z niepewnością tego, na ilu stopniach uda nam się w tym stuleciu przyhamować globalne ocieplenie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej