Dla przetrwania ludzkości (i jako cywilizacji, i jako gatunku) nie ma najmniejszego znaczenia, czy będziemy rządzeni demokratycznie, czy kobiety będą równoprawne z mężczyznami, katoliccy kapłani będą trzymali swoje spocone palce przy sobie, a Europa będzie chrześcijańska, islamska, czy ateistyczna.

To, oczywiście, tematy istotne, bo fajniej żyć w społeczeństwie uczciwym niż niewolniczym, ale czysto kulturowe. A kultura, jak wiadomo, dziś jest taka, jutro śmaka. Możemy ją zmieniać jak rękawiczki, gdy tylko sobie uświadomimy, że została nam narzucona. Że wtłoczyli nam ją na szyję niczym chomąto, już kiedy się rodziliśmy.

Człowiek żyje złapany w tyle klatek, że wyjście z tej najbardziej kruchej - kulturowej - jest banalnie proste. Jeszcze wczoraj duchowni pasterze całujący dzieci dawali im niewinnego ciumka, a dzisiaj oburza to już nawet sporą część naiwnych dotąd owieczek Kościoła.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej