Pierwsze doniesienia pojawiły się na początku wieku, dostrzeżono wtedy te pszczoły m.in. w Poleskim Parku Narodowym, na Wyżynie Małopolskiej czy w Bieszczadach. Był to pierwszy znak, że ich populacja zaczyna się odbudowywać. Przełom nastąpił po 2015 r., gdy zaczęły pojawiać się na zupełnie nowych terenach – np. we Wrocławiu, gdzie ku zdziwieniu mieszkańców przylatywały do przydomowych ogródków.

To zadrzechnie fioletowe (Xylocopa violacea) - jedne z największych pszczół, które można dziś spotkać w Polsce, samice dorastają nawet do 2,8 cm! Wciąż bardzo rzadki gatunek objęty częściową ochroną, ale wiele wskazuje na to, że wraz z ociepleniem klimatu zadrzechni będzie coraz więcej, a ich zasięg obejmie również północne rejony Polski.

 Wyglądają groźnie, ale nie ma się czego bać

Ich masywna, wręcz pękata sylwetka sprawia, że wyglądają na jeszcze większe, niż w rzeczywistości. Ich ciało jest niemal w całości smoliście czarne i właśnie dlatego przylgnął do nich ostatnio przydomek „czarne pszczoły”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej