Do najdłuższych rzek autorzy publikacji w "Nature" (pochodzący z wielu państw, są wśród nich zarówno uczeni afiliowani przy instytutach naukowych, jak i ci pracujący w różnych oddziałach WWF) zaliczają te o długości przekraczającej tysiąc kilometrów. Jak piszą, najdłuższe rzeki świata, które ciągle wypełniają naturalne koryta od źródła do ujścia, płyną tylko w oddalonych od cywilizacji rejonach Arktyki, w puszczy amazońskiej i w dorzeczu Kongo.

Innymi słowy - wszędzie tam, gdzie mogliśmy, w jakimś stopniu naruszyliśmy (wyprostowaliśmy, przesunęliśmy, zakryliśmy, przecięliśmy) naturalne koryta rzeczne.

Dlaczego to niedobrze?

Jak wskazują autorzy publikacji, choć z punktu widzenia krótkoterminowych ludzkich interesów "wyprostowanie" rzek może wydawać się korzystne, to zawsze wiąże się z degradacją lokalnych, bioróżnorodnych ekosystemów, które zależą od pokręconych i rozlewających się rzecznych koryt dostarczających do oceanu ogromne ilości życiodajnych osadów. I w efekcie może być szkodliwe także dla samych "prostowniczych".

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej