Legenda mówi o niedomagającej pani Galvani, której suchoty lekarz radził kurować rosołem na żabich udkach. Dalej wersje się mnożą: albo sprawianiem żab zajmuje się sam prof. Galvani (w co trudno uwierzyć), albo ktoś ze służby, kto zapewne z braku innego miejsca wybiera do gotowania akurat laboratorium profesora (co jest niemal równie pozbawione sensu). Dość, że po przypadkowym zetknięciu żabiego udka z jedną z elektrostatycznych maszyn naukowca nóżka żaby wierzga, jakby wstąpiło w nią życie, a Luigi Galvani staje na progu wielkiego odkrycia.

Granie na nerwach

Jak w każdej legendzie jest w tym ziarno prawdy: pani Galvani faktycznie chorowała na gruźlicę. Niewykluczone też, że jadała rosół na żabich udkach, choć kuracja ta nie na wiele się zdała, bo Luigi w 1788 roku został wdowcem. Żabie udka jednak nie znalazły się wśród jego elektrostatycznych maszyn z braku miejsca w kuchni - Galvani badał, jak stymulacja elektryczna wpływa na pracę mięśni. Truchła żab rozwieszał też zresztą na drutach nad domem, obserwując ich skurcze przy uderzeniu piorunów. Rok po śmierci żony Galvani opublikował raport ze swoich eksperymentów. Wielu wierzyło, że "zwierzęca elektryczność" pozwoli zbliżyć się do tajemnicy życia.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej