Legenda mówi o niedomagającej pani Galvani, której suchoty lekarz radził kurować rosołem na żabich udkach. Dalej wersje się mnożą: albo sprawianiem żab zajmuje się sam prof. Galvani (w co trudno uwierzyć), albo ktoś ze służby, kto zapewne z braku innego miejsca wybiera do gotowania akurat laboratorium profesora (co jest niemal równie pozbawione sensu). Dość, że po przypadkowym zetknięciu żabiego udka z jedną z elektrostatycznych maszyn naukowca nóżka żaby wierzga, jakby wstąpiło w nią życie, a Luigi Galvani staje na progu wielkiego odkrycia.

Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej