Jo Cameron ma 71 lat i żyje w krainie szczęśliwości. Ma dach na głową, niezłą pracę, męża i dwoje dzieci. Jest optymistką, zawsze w dobrym nastroju. Szybko zapomina o przykrych sytuacjach. Nie odczuwa stresu i... bólu. Ideał? Wersja człowieka 2.0? Nie. To niezwykły genetyczny dar natury.

Nie ma bólu, nie ma zwyrodnienia

Nigdy nie myślała o tym, że jest genetycznie unikalna. Po prostu żyła, odczuwając ból w bardzo niewielkim stopniu. Nie była świadoma, że to coś niezwykłego. Sądziła, że po prostu jest taką osobą: pogodną, spokojną, mającą wysoki próg bólu.

Prawdę o sobie poznała, gdy skończyła 65 lat. Coś zaczęło się dziać z jej chodem. Coraz trudniej było jej stawiać kroki, nogi się jej plątały, zataczała się. Trzy lata chodziła do lekarza pierwszego kontaktu, ale ponieważ nie skarżyła się na ból, nie dostała skierowania do szpitala.

Kiedy w końcu do niego poszła, lekarze po zrobieniu prześwietlenia złapali się za głowy. Z tak koszmarnym zwyrodnieniem stawu biodrowego człowiek odczuwa okropny ból. Ledwo daje sobie z nim radę i to po silnych środkach przeciwbólowych, a Jo Cameron nie czuła prawie nic. Po operacji wymiany stawu biodrowego raz tylko wzięła... dwie tabletki paracetamolu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej