Kret jest częścią przyrządu HP3, który dla NASA wykonała niemiecka agencja kosmiczna DLR. Polacy są podwykonawcami. Firma Astronika i Centrum Badań Kosmicznych PAN dostarczyły kluczowy mechanizm, czyli penetrator. To rodzaj udarowego młotka, który ma wbijać Kreta coraz głębiej w marsjański grunt.

Planowo - aż na 5 m, co byłoby rekordową głębokością nie tylko na Marsie, ale jakimkolwiek innym ciele niebieskim poza Ziemią.

Wbijając się w grunt, Kret ciągnie za sobą przewód, który jest zaopatrzony w czujniki temperatury. Celem przyrządu HP3 jest bowiem zbadanie, jak rośnie temperatura wraz z głębokością i ile ciepła płynie z wnętrza Marsa w kierunku jego powierzchni. To bardzo ważne, bo o wnętrzu Czerwonej Planety wiemy wciąż niewiele. 

Trafiła kosa na kamień?

Niestety, już w pierwszym dniu operacji Kret utknął. Penetrator pracował kilka godzin, ale wbił się tylko na ok. 30 cm. Ponieważ cały Kret mierzy blisko 40 cm długości, oznacza to, że jego koniec wciąż znajduje się w tulei stelaża, który stoi na powierzchni.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej