W ostatnich tygodniach w "The Astronomical Journal" oraz "Physics Reports" ukazały się dwie prace, które podają bardzo mocne argumenty za istnieniem w Układzie Słonecznym jeszcze jednej dużej planety, daleko za orbitą ostatniej ze znanych planet.

Ta hipotetyczna planeta ma masę pięć razy większą niż Ziemia (lub nieco większą), a więc należy do klasy planet, które astronomowie nazywają super-Ziemiami.

Co to jest super-Ziemia?

Można rzec, że to Ziemia na sterydach. Ma nieco większą masę i średnicę, ale jest jednak sporo mniejsza niż gazowo-lodowe planety, takie jak Neptun czy Uran.

Co to w praktyce oznacza? Super-Ziemia ma zapewne wyraźną powierzchnię - lodową, skalną czy wodną - która oddziela gazową atmosferę od reszty planety. Neptun i Uran jej nie mają. W tym sensie jest najbardziej podobna do Ziemi.

Takie super-Ziemie - plasujące się w skali wielkości pomiędzy Ziemią i Uranem - są dość rozpowszechnione w naszej Galaktyce. W obcych układach gwiezdnych znaleziono ich już całkiem sporo. Do tej pory zagadką było to, że w Układzie Słonecznym nie ma ani jednej. Zdaniem niektórych astronomów mogą być nawet lepszym miejscem dla rozwoju życia niż Ziemia, bo z powodu większej masy wolniej stygną, a użyźniające powierzchnię procesy tektoniczne i wulkaniczne przebiegają tam zapewne z większym wigorem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej