Ta historia wydarzyła się w Stanach Zjednoczonych. Zaczęła się tuż przed włączeniem się USA do I wojny światowej. Trwała w czasach prohibicji, szalonego charlestona i Wielkiego Kryzysu. Skończyła się, gdy w Europie wybuchła II wojna.

Pierwsza umarła 22-letnia Amalia Maggia, dla przyjaciół Mollie. Był 12 września 1922 r. Rok wcześniej usunęła dokuczający jej ząb trzonowy. Ból nie minął, a dziura w dziąśle nie goiła się. Potem Mollie traciła zęby jeden po drugim. Wypadały same albo usuwał je lekarz. Podczas badania jej żuchwa pękła. Stomatolog wyjął ją w kawałkach i bez znieczulenia.

Kość była podziurawiona jak rzeszoto. Ale nawet wtedy stan zapalny nie minął.

Z wrzodów w ustach dziewczyny nadal sączyła się krew z ropą, wydobywał się fetor gnijącego ciała. Potem zaczęły boleć kości stóp i bioder.

Śmierć była dla Mollie wybawieniem. Podobnie jak dla innych dziewcząt, które mimo młodego wieku nieoczekiwanie zaczęły zapadać na dziwne choroby, których lekarze dotychczas nie widzieli.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej