- Parę lat temu pojechaliśmy do Nowej Gwinei, aby nagrać las tropikalny, najpierw pierwotny, a potem zdegradowany. Różnica w bogactwie dźwięków była olbrzymia na korzyść tego pierwszego. Szczególnie o świcie i o zmierzchu hałas był tam taki, że uszy bolały – opowiada Edward Game, naukowiec z organizacji Nature Conservancy.

Wraz z kilkorgiem współpracowników, wśród których była Zuzana Burivalova z Uniwersytetu Princeton, przemierzał przez miesiąc pasmo górskie Adalbert Range w prowincji Madang, co kilka dni rozmieszczając w nowym miejscu 20 mikrofonów rejestrujących dźwięki słyszalne i ultradźwięki. Dzięki tym drugim można było przysłuchiwać się nawet owadom i nietoperzom.

W latach 90. naukowcy z Nature Conservancy namówili mieszkańców kilkunastu wiosek górskich do tego, by użytkowali tylko część swoich lasów, a drugą część pozostawili w spokoju. Game przyjechał, aby ocenić efekty
Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej