Budujące je puzzle przestawiają w najnowszym wydaniu tygodnika "Nature" naukowcy z Nowej Zelandii, Kanady, Wielkiej Brytanii, Niemiec i USA.

Zacznijmy jednak od podstaw.

Przez ostatnie 250 lat - od wybuchu rewolucji przemysłowej - spalając węgiel, ropę i gaz wpompowaliśmy do atmosfery tyle dwutlenku węgla, że jego stężenie w powietrzu wzrosło o blisko połowę.

Co ciekawe (i jednocześnie dość przerażające) w ostatnich 50 latach wysłaliśmy do atmosfery tyle CO2 co wcześniej przez 200 lat. Naukowcy uznają to za jeden z objawów tzw. wielkiego przyspieszenia - skoku, jakiego nasza cywilizacja doznaje mniej więcej od połowy XX w., który część geologów wiąże z początkiem antropocenu, czyli epoki człowieka.

Dramatyczny wzrost stężenia dwutlenku węgla w atmosferze - niespotykany co najmniej w ostatnich 800 tys. lat - spowodował wzrost średniej temperatury Ziemi o blisko 1 st. C. Na razie, ponieważ system klimatyczny cechuje duża bezwładność, globalne ocieplenie będzie narastać, nawet gdybyśmy już dziś zakręcili na amen kurek z gazami cieplarnianymi (wśród nich kluczowy jest właśnie CO2).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej