Pierwszy zauważył je Galileusz. Był zdumiony. Wyglądało na to, że Saturn ma... uszy. Później astronomowie ustalili, że uszy są pierścieniami otaczającymi planetę.

Mają szerokość 250 tys. km, ale ich grubość sięga ledwie kilkuset metrów. Gdyby wykonać model planety o średnicy metra, to otaczające go pierścienie byłyby tysiące razy cieńsze niż ostrze żyletki! Niczym lustro odbijają promienie słoneczne.

Żadna inna planeta nie może się pochwalić tak wspaniałą biżuterią. Wokół Jowisza, Urana i Neptuna - jak odkryły w latach 70. i 80. sondy Pioneer i Voyager - krążą tylko nędzne namiastki pierścieni, wąskie i ciemne jak węgiel.

Dzięki zdjęciom sond Voyager wiemy też, że pierścienie są złożone z grudek czystego lodu - o wielkości ziarnka piasku po kilkumetrowe bryły. Z niewielką tylko domieszką ciemnego pyłu.

Pierścienie Saturna: staroć czy nówka?

Astronomowie sądzili kiedyś, że narodziły się wraz z planetą, czyli około 4,5 mld lat temu. Ostatnio jednak coraz więcej zwolenników zdobywał pogląd, że nie są one aż tak stare.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej