Nie wiadomo, ile sztuk ma zginąć. Polski Związek Łowiecki na swoich stronach informuje, że populacja powinna zostać zredukowana do 0,1 zwierzęcia na kilometr kwadratowy. Gdyby to wdrożono, w Polsce zostałoby ok. 30 tys. dzików. A w ostatnich latach ich populacja liczyła ok. 300 tys.

Na dodatek niski stan ma być utrzymany, co oznacza, że masakra szybko rozmnażających się dzików musiałaby trwać stale.

Z pisma wiceminister środowiska Małgorzaty Golińskiej, do którego dotarł portal OKO.press, wynika, że odstrzał ma być „maksymalny”. Czy należy to rozumieć: do zera? Resort środowiska nabrał wody w usta.

Rzeź to wynik nacisków lobby rolniczego

Hodowcy trzody chlewnej domagają się całkowitej eksterminacji gatunku. Wszystko przez obawy przed wirusem ASF (African swine fever), który zabija świnie hodowlane. Zarazek nie jest groźny dla człowieka i zwierząt spoza rodziny świniowatych. Mięso zakażonych świń nadaje się do spożycia, ale może być źródłem choroby, dlatego kraje objęte ASF mają zakaz eksportu produktów wieprzowych z terenów objętych chorobą. Tego polscy rolnicy obawiają się najbardziej.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej