Ważył przeszło 100 kg i dochodził do 75 cm w kłębie. Został pierwszy raz opisany w 1859 r. - na podstawie czaszki i fragmentów żuchwy.

W najnowszym wydaniu pisma "PLOS ONE" naukowcy z Australii opisują nowo znalezione szczątki lwa workowatego (Thylacoleo carnifex), w tym jeden prawie kompletny szkielet.

Badając pozostałości ogona, doszli do wniosku, że drapieżne torbacze musiały wykorzystywać je do robienia "stójki" - opierały się na mocno umięśnionym ogonie i dwóch tylnych odnóżach, stając na nich niczym na trójnogu. Pomagało im to we wspinaczce oraz w obrabianiu pożywienia przednimi łapami.

Przednie odnóża lwa workowatego, co uczeni ocenili na podstawie jego (nowo znalezionych) kości obojczyka, były masywne i bardzo mocne.

Badacze stawiają tezę, że lwy workowate nie polowały na swoje ofiary, uganiając się za nimi. Raczej przyczajały się i chwytały je z zaskoczenia albo zadowalały się padliną.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej