Pierwszy międzynarodowy zjazd, którego celem była dyskusja nad nową i obiecującą techniką CRISPR/Cas, umożliwiającą precyzyjne zmiany w genach, odbył się trzy lata temu w Waszyngtonie. Badania nad tym narzędziem od początku coraz bardziej przyspieszały, a badacze szybko stanęli przed pytaniem, jak daleko można się posunąć w modyfikacji genów człowieka. Czy jest jakaś granica, której nie powinniśmy przekraczać?

Po trzydniowej debacie w Waszyngtonie osiągnięto wątłe porozumienie. Naukowcy zgodzili się, że techniki modyfikowania genów u ludzi powinno się stosować jedynie w celach terapeutycznych i tylko wówczas, gdy modyfikowane są komórki somatyczne, co oznacza, że takie zmiany nie byłyby dziedziczne.

Granicą nieprzekraczalną okazało się modyfikowanie ludzkich zarodków, aczkolwiek warto zaznaczyć, że powody, dla których naukowcy wytyczyli taką granicę, były bardzo różne.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej