Idea takiego napędu jest nawet starsza niż "Star Trek". Pomysł pochodzi od ekscentrycznego amerykańskiego wynalazcy Thomasa Townsenda Browna, który w latach 20. ub. wieku eksperymentował z wysokimi napięciami i zauważył, że można w ten sposób wytworzyć siłę nośną, która pokona grawitację.

Brown wierzył, że odkrył nowe zjawisko - sprzężenie między polem elektrycznym i grawitacją, ale w istocie efekt jest zrozumiały na gruncie znanych nam już praw fizyki.

Najprostszy napęd jonolotu tworzą dwie elektrody - dodatnio naładowana z cienkiego miedzianego przewodu oraz ujemna z szerokiej aluminiowej blaszki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej