Cała tajemnica tkwi w specjalnej, cienkiej, lecz trwałej powłoce pokrywającej lateks, z którego wykonana jest prezerwatywa. Powłokę tę zaś tworzą cząsteczki hydrofilnych polimerów.

Jak sama nazwa wskazuje, polimery te mają silną zdolność przyłączania cząsteczek wody. Dzięki temu w momencie kontaktu z wilgotną powierzchnią (w tym konkretnym przypadku chodzi o wydzielinę z pochwy) powierzchnia prezerwatywy sama staje się wilgotna i śliska.

Twórcy prezerwatywy przekonują, że efektem zastosowania tej metody jest zmniejszenie tarcia, a co za tym idzie - ewentualnego bólu oraz wzmocnienie doznań seksualnych. Mniejsze jest też ryzyko jej pęknięcia lub zsunięcia się. Wszystko to ma zachęcać do jej częstszego stosowania, a to z kolei ma się przełożyć na lepszą ochronę przed chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Najlepsza z trzech prezerwatyw

Na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu lat poczyniono wiele wysiłków, by seks stał się zarówno bezpieczniejszy, jak i przyjemniejszy. Pigułka i inne metody antykoncepcji zrewolucjonizowały planowanie rodziny, prezerwatywa pozostała zaś główną opcją, jeżeli chodzi o ochronę przed chorobami przenoszonymi drogą płciową. W ostatnim czasie coraz więcej ekspertów alarmuje jednak, że sytuacja się pogarsza. 

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej