Fascynacja równo przystrzyżonymi trawnikami składającymi się koniecznie z jednego-dwóch gatunków trawy sięga średniowiecznej Anglii i Francji - tłumaczy izraelski historyk Yuval Noah Harari w swojej znakomitej książce "Homo deus". To ówcześni arystokraci byli pionierami siania trawy i kultywacji zielonych dywanów.

Dlaczego?

Bo mogli. Trawniki miały być symbolem ich mocy i próżności.

Naszym przodkom z plemion zbieracko-łowieckich uprawianie ziemi nie przyszło do głowy aż do wybuchu rewolucji rolniczej na Bliskim Wschodzie ok. 12 tys. lat temu. Z kolei przez kolejne kilkanaście tysięcy lat rolnicy ani myśleli marnować nawet skrawka gleby na trawniki. Nie mieli na to ani czasu, ani ochoty, ani siły. Wraz ze wzrostem ludzkiej populacji (spowodowanym przez rolnictwo) musieli produkować coraz więcej żywności.

Dopiero pojawienie się arystokracji pozwoliło trawie na sukces ewolucyjny. Arystokraci nic nie musieli produkować, bo ich chłopi produkowali za nich. Mogli więc poświęcić teren wokół posiadłości na zielony symbol swojej wielkości.

To jeden z tekstów, do których dostęp mają tylko nasi stali Czytelnicy

Twoje sprawy, nasza praca. Subskrybuj za pół ceny i czytaj Wyborcza.pl

Wyborcza.pl to dziennikarze w całej Polsce. Piszemy o tym, co ważne dla Ciebie, Twojej okolicy, Polski i świata. Zyskaj dostęp do tej codziennej porcji niezbędnych informacji.