Przełom sierpnia i września to okres, w którym mieszkańcy dalekiej północy żegnają się z trwającym dniem polarnym lub jasnymi, białymi nocami i powoli zaczynają się przyzwyczajać do nocnych ciemności. Te jednak coraz częściej zaczynają być zakłócane przez zorze polarne rozświetlające arktyczne niebo po zmroku. Widać je również na terytorium Polski.

Zorza polarna to zjawisko zachodzące w górnych partiach ziemskiej atmosfery wywołane wysokoenergetycznymi cząstkami wyrzucanymi ze Słońca. Wysoce szkodliwe promieniowanie nazywane wiatrem słonecznym na co dzień jest odpychane tysiące kilometrów od Ziemi za sprawą jej pola magnetycznego. Niemniej jednak jego część jest w stanie przedostać się blisko ziemskiej atmosfery w okolicach okołobiegunowych.

W tym obszarze linie pola magnetycznego planety, ustawiając się równolegle, tworzą swego rodzaju „zjeżdżalnie”, po których cząstki wiatru słonecznego przedostają się na wysokość zaledwie kilkudziesięciu kilometrów nad powierzchnią planety. Zderzając się z atomami gazów składowych powietrza, cząstki przekazują im swoją energię, pobudzając je do świecenia. Efektem tego są świetliste kurtyny wijące się na niebie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej