Tygodnik „Do Rzeczy” redaktora Pawła Lisickiego ma kącik wideo „Kwadrans polityczny”. Niedawno zagościł w nim minister środowiska Henryk Kowalczyk, który został zagadnięty o zamek w Stobnicy.

Dziennikarz zapytał o raporty środowiskowe, pod którymi - jak się wyraził - „podpisali się ekolodzy, którzy walczyli o Puszczę Białowieską; m.in. profesor Piotr Tryjanowski, który w sprawie Białowieży to nawet list do pana premiera Morawieckiego pisał, inni uczestniczyli w blokadach. Z tego można wyciągnąć taki wniosek, że ekologów można sobie kupić”.

Minister jakby czekał na to pytanie:

„Nie zaprzeczam. Hipokryzja [ekologów] pokazana jest bardzo dokładnie - odpowiedział dziennikarzowi. I wyjaśnił: - Jeśli ktoś zapłaci, to nie przeszkadza mu Natura 2000, można budować zamczysko. Jeśli Lasy Państwowe nie zapłacą ekologom, to remont drogi [chodzi o tzw. drogę narewkowską przecinającą Puszczę Białowieską], czyli załatanie dziur, już przeszkadza. Mimo że nie będzie się żadnych drzew usuwać ani poszerzać tej drogi. Ten przykład pokazuje, że jeśli się stosownie zapłaci, to można niczego nie widzieć, a jeżeli nie, to się protestuje i fałszywie donosi na Polskę do Komisji Europejskiej”.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej