W majowym wydaniu tygodnika „Nature” naukowcy z USA i Wielkiej Brytanii ostrzegali, że spadek zawartości w atmosferze CFC-11 (trichlorofluorometanu), jednego z freonów zakazanych przez Protokół Montrealski, znacznie spowolnił. Z ich obliczeń dokonanych na podstawie pomiarów wynikało, że od 2012 r. zawartość CFC-11 malała dwukrotnie wolniej niż w latach 2002-12.

Ktoś nas truje – alarmowali autorzy publikacji, wskazując na prawdopodobne źródło w w Azji Wschodniej.

Freony to handlowa nazwa chlorofluorowęglowodorów (CFC), gazów używanych niegdyś powszechnie w lodówkach, klimatyzacji i wszelkich sprejach. W połowie lat 70. naukowcy odkryli, że freony niszczą stratosferyczną warstwę ozonową, która na wysokości 10-50 km chroni życie na Ziemi przed niszczącym DNA słonecznym promieniowaniem ultrafioletowym.

Wniosek był jednoznaczny – chlorofluorowęglowodory należy bezwzględnie wycofać z użytku. Uczeni ostrzegający świat przed apokalipsą natrafili jednak na ogromny opór przemysłu i broniących jego interesów polityków.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej