Myśliwi, jak zwykle, trafili kulą w płot.

Wiemy przynajmniej o trzech atakach. Informację o wilku, który w włóczy się po Wetlinie, otrzymałem od przyjaciół 12 czerwca (dziś okazuje się, że wilk był widywany tam od lutego, gdy podkradał resztki ze smażalni ryb). Tego dnia ukąsił w nogę mieszkającą u nich turystkę. Wetlina znajduje się ok. 10 km od wsi, w których doszło do ostatnich ataków na dzieci. Wcześniej zwierzę porwało kota na oczach wczasowiczów.

Poinformowałem o tym dr Sabinę Nowak ze Stowarzyszenia dla Natury "Wilk", a ona Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska. Ta zareagowała bardzo profesjonalnie. Przeprowadzono wywiad terenowy i niezwłocznie na jej wniosek zostało wydane pozwolenie na odstrzał.

W kilka dni po pokąsaniu turystki lokalny "Tygodnik Sanocki", który wcześniej zamieścił nagranie wilka chodzącego po Wetlinie, opublikował ostrzeżenie przed tym zwierzęciem oraz prośbę o informację, gdy się pojawi. Niestety Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie ma służb terenowych i musi polegać na działaniach Lasów Państwowych i myśliwych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej