IUCN stoi na straży przyrody. Publikuje m.in. Czerwoną Księgę Zagrożonych Gatunków. Jej klasyfikacja - dzieląca znane taksony na wymarłe, wymarłe na wolności, krytycznie zagrożone, zagrożone, narażone, bliskie zagrożenia, najmniejszej troski - obejmuje obecnie kilkadziesiąt tysięcy gatunków.

PRZECZYTAJ TEŻ: A gdyby tak cały świat przeszedł na wegetarianizm?

Dlatego też jej najnowszy raport na temat oleju palmowego, którego produkcja i konsumpcja uchodzą obecnie za jedno z największych zagrożeń dla bioróżnorodności, może zaskakiwać.

Jego autorzy twierdzą, że rezygnacja z oleju palmowego nie tyle zażegna ryzyko dla bioróżnorodności, ile raczej spowoduje jego przemieszczenie.

Olej palmowy jest obecnie powszechnie używany m.in. do produkcji paliw, kosmetyków, smażenia i produkcji przetworzonej żywności (trudno np. znaleźć ciastka bez niego; trzy czwarte produkcji oleju palmowego używa się w przemyśle spożywczym). Zawiera dużo nasyconych kwasów tłuszczowych - a po przegrzaniu czy spaleniu staje się (jak każdy tłuszcz) rakotwórczy - więc jest uważany za niezdrowy. Co więcej, pod uprawy olejowców gwinejskich, z których produkowany jest olej palmowy, wycina się lasy tropikalne porastające Borneo i Sumatrę.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej