Żadna znana metoda leczenia, głównie kilka cykli chemioterapii, nie dała wcześniej rezultatu. To, że nie wygra z chorobą, było w zasadzie pewne. Rak dawał już przerzuty do wątroby. 49-letnia Judy Perkins pogodziła się już z porażką, odeszła z pracy i zrobiła listę spraw, które chce załatwić przed śmiercią.

Ale za pomocą najnowszej technologii oraz genetyki naukowcy stworzyli środek, który ocalił jej życie.

Po raz pierwszy w historii udało się wyleczyć pacjenta z zaawansowanym rakiem piersi, wykorzystując jego własne komórki odpornościowe.

Ciało samo walczy

Dzięki współczesnej medycynie rak to nie jest już wyrok. Złapany na wczesnym stadium jest w większości przypadków do pokonania. Dlatego tak ważne są badania przesiewowe, samokontrola np. piersi, badania okresowe.

Gorzej jest jednak z leczeniem raka w zaawansowanym stadium, z przerzutami. Tu medycyna ma znacznie mniej do zaoferowania. Oczywiście, powstają nowe leki, chorzy korzystają z kilku linii leczenia – gdy jedna zawiedzie, pacjent (o ile to możliwe) może zostać przestawiony na kolejną. W ten sposób zyskuje cenny czas.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej