Coś niezwykle skutecznie uśpiło czujność badaczy. Może to, że paleontolodzy, którzy w 2003 r. opisali skamieniałość, nazywając ją Megachirella wachtleri, źle zinterpretowali kilka kluczowych kości w jej szkielecie. Może to, że nikt nie spodziewał się takich szczątków w równie starych osadach, bo liczących sobie blisko 240 mln lat (środkowy trias). A może to, że przez kilkanaście lat ten szkielet leżał w muzeum w małym mieście we włoskich Alpach, z dala od dużych ośrodków i mało komu chciało się tam fatygować.

Wybrał się tam dopiero dr Mateusz Tałanda z Uniwersytetu Warszawskiego.

 – Gdy oglądałem okaz megachirelli, doszedłem do wniosku, że ma on cechy jaszczurki – opowiada 'Wyborczej'. – Potem się okazało, że jeszcze trzech badaczy, z Włoch i Kanady, niezależnie wpadło na ten sam pomysł. Zamiast rywalizować, postanowiliśmy połączyć nasze siły
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej