Na to pytanie, które jest jednym ze Świętych Graali biologii człowieka, odpowiadają w najnowszym wydaniu tygodnika „Nature” naukowcy z Uniwersytetu św. Andrzeja w Wielkiej Brytanii.

Brytyjscy biolodzy stawiają – głównie – na naszą ekologię.

Praca mózgu kosztuje

W ważącym blisko 1,3 kg galaretowatym narządzie, który niczym marszałek dowodzi kilkudziesięciokilogramowym organizmem składającym się z licznych narządów i tkanek zbudowanych z ok. 30 bln komórek (własnych, bo jeszcze więcej mamy komórek mikroorganizmów, które tworzą nasz mikrobiom i też wpływają na nasze zachowanie), buzuje od aktywności elektrycznej i chemicznej aż 86 mld neuronów. Są one wspierane przez taką samą liczbę innych komórek – m.in. glejowych i krwionośnych – bez których komórki nerwowe nie mogłyby funkcjonować. Mózg non stop odbiera sygnały z otoczenia i wysyła rozkazy do wszystkich zakamarków ludzkiego organizmu.

PRZECZYTAJ TEŻ: Im więcej gatunków roślin jesz, tym bardziej zróżnicowany masz mikrobiom

Dlatego jego praca słono kosztuje.

Narząd, który stanowi ledwie 2 proc. masy całego ciała, pożera ok. 27 proc. energii, którą dostarczamy naszemu ciału.

Człowiek tak ceni swój mózg, że dla jego rozwoju jest w stanie spowolnić rozwój reszty organizmu. Noworodki innych gatunków szybko stają na nogi i są w stanie samodzielnie podążać za stadem. Ludzkie dziecko rodzi się przedwcześnie, niedorozwinięte. Jego głowa jest nieproporcjonalnie większa od reszty ciała. A i tak jest mała, bo gdyby człowiek czekał, aż głowa i mózg urosną mu do końca, to nigdy nie przecisnąłby się przez drogi rodne matki.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej