Oglądana z góry, wysepka Minamitori ma kształt trójkąta z ramionami o długości około kilometra. Choć od Tokio dzieli ją dystans prawie dwóch tysięcy kilometrów, formalnie jest częścią japońskiej stolicy.

Minamitori to jeden z tych bezcennych skrawków lądów, o które państwa gotowe są toczyć zażarte kłótnie, a nawet wojny.

Dawniej liczyło się głównie ich strategiczne położenie, ale od paru dekad równie ważne, a w wielu przypadkach nawet ważniejsze, jest nie to, co wystaje ponad wodę, ale to, co znajduje się pod jej taflą. Kto bowiem posiada nawet najmniejszy spłachetek lądu przynajmniej w teorii nadający się do zamieszkania, może wokół niego wyznaczyć swoją wyłączną strefę ekonomiczną o szerokości 200 mil morskich.

W ten sposób Minamitori o powierzchni niewiele przekraczającej kilometr kwadratowy gwarantuje Japonii  wyłączne prawo do obszaru Pacyfiku większego od Polski. Tylko Japonia może korzystać ze znajdujących w tej strefie dóbr – od ryb w morzu po surowce mineralne pod jego dnem. Tylko jej wolno tu prowadzić badania naukowe.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej