Piątek, 11 maja 2018 r. James Harrison jak zwykle zasiada w fotelu w Centrum Krwiodawstwa w Sydney. Elegancki (biała koszula z krótkim rękawem, krawat w paski) i wzruszony. Pielęgniarka włącza separator i przygotowuje wszystko do pobrania osocza z jego krwi. Wbija w ramię igłę. Mężczyzna – jak zwykle - odwraca wzrok. Mimo że od 60 lat oddaje krew, nie przyzwyczaił się do tego momentu. Nie lubi ani ukłucia, ani widoku krwi.

Chwila jest uroczysta, bo Harrison po raz ostatni jest dawcą. Skończył 81 lat. Według australijskiego prawa to dla krwiodawcy limit wiekowy. Choć jego krew jest lekiem dla milionów ludzi, „musi przejść na krwiodawczą emeryturę i chronić własne zdrowie” - donosi "Sydney Morning Herald".

Nad głową Harrisona unoszą się srebrzyste balony w kształcie cyfr układające się w liczbę 1173. Tyle razy oddał w swoim życiu krew. Widzą to ludzie na całym świecie, bo nagranie z tego wydarzenia krąży w sieci
Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej