Kilka lat temu poznałem pewnego kolosa i maluchy, które na nim rosną. Znalazłem je przy mało uczęszczanym szlaku.

Kolos to wielki dąb. Musiał umrzeć na stojąco wiele lat temu. Może mnie wtedy nie było jeszcze na świecie. Później pień wypróchniał w środku i pękł. Huknął o glebę z taką siłą, że korona popękała na drobne kawałki, ale główne cielsko przypominające wielkiego starego wieloryba zostało. Z czasem szarość dębowej kory ustąpiła zieleni mchów, które łapały i utrzymywały wilgoć.

Wycofał z Puszczy harwestery, zostawił pilarzy. Czy minister Szyszko wie, co robi?

...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej