Żadne inne występki nie powodują tak wielkich strat psychicznych i fizycznych - pisano. Medyczne autorytety upatrywały w niej przyczyny szaleństwa, osłabienia intelektu, utraty pamięci, zniszczenia układu nerwowego, zmącenia umysłu, wyczerpania, impotencji, psychozy, padaczki oraz niedorozwoju potomstwa. Owłosienie rąk było w świetle tego jedynie drobną niedogodnością. W „Metafizyce moralności" Immanuel Kant przestrzegał, że masturbacja stanowi „urażenie człowieczeństwa w swojej własnej osobie” ("Verletzung der Menschheit in unserer eigenen Person") i jest pod pewnymi względami gorsza od samobójstwa.

>>Masturbacja dla dobra nauki

Ślady masturbacyjnej paniki sprzed 100 lat wrosły w naszą kulturę, a przeciwmasturbacyjne kuracje stały się elementem dnia codziennego. Takim jak chociażby... poranne płatki śniadaniowe. Trudno dać wiarę, ale płatki, a konkretnie płatki kukurydziane, zostały wynalezione i wprowadzone na rynek przez dr. Kellogga jako narzędzie zapobiegające grzesznym występkom.

Antyseksualne płatki śniadaniowe

John Harvey Kellogg wraz z bratem Willem Keithem na przełomie XIX i XX wieku prowadził sanatorium w Battle Creek w stanie Michigan.

John był nadinspektorem, a Will - księgowym. Oferowali kuracjuszom gorące i zimne kąpiele, masaże, terapię prądem elektrycznym i światłem. Bracia należeli do fundamentalistycznego Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego dbającego o zachowanie czystości „świątyni ciała” przez unikanie używek, post i wstrzemięźliwość seksualną. John Kellogg, mimo że żonaty, żył w celibacie. Mieli z małżonką oddzielne sypialnie, a dzieci, które wychowywali, pochodziły z adopcji. Kellogg zyskał rozgłos dzięki książkom, w których potępiał seks, promował celibat, a nade wszystko ganił onanizm, który jego zdaniem winien był większości przypadłości: od padaczki, przez huśtawkę nastrojów, aż po demencję. - Ani zaraza, ani wojna, ani ospa – pisał – nie przyniosły tylu katastrofalnych szkód ludzkości co onanizm. Jego ofiary zadają sobie same śmierć własnymi rękoma.

>>Onanizm polski

Któregoś dnia panowie przygotowywali właśnie kolację, kiedy nagle zostali wezwani do jakiejś pilnej sprawy. Zostawione na ogniu ziarno rozgotowało się na miękką breję. Breję szkoda było wyrzucać, więc panowie rozwałkowali ją cieniutko, acz nieudolnie. W trakcie wałkowania powstały grudki, które dziś znamy pod nazwą pysznych płatków śniadaniowych.

A jak się ma do tego wszystkiego masturbacja?

Otóż John Kellogg był duchowym spadkobiercą Sylvestra Grahama, amerykańskiego pastora prezbiteriańskiego i dietetyka, który głosił, że każda stymulacja, zarówno emocjonalna, jak i fizyczna, prowadzi do patologii i "zapalenia", które miało się przenosić przez system nerwowy na inne części ciała. Wierzył, że lubieżnym zachowaniom można położyć kres dzięki wysokokalorycznej diecie wegetariańskiej.

Grahamowi zawdzięczamy słynne grahamki, które miały dopomóc dzieciom szybko  przybrać na wadze. Po co? Ano, mocne, grube ciało miało zapewnić dość siły, by oprzeć się zbereźnym pokusom. Rozumując w ten sam sposób, Kellogg doszedł do wniosku, że uda mu się uratować społeczeństwo, o ile tylko Amerykanie nie będą rozpoczynać dnia od mięsa i jajek. Dziś bez szemrania wszyscy sypiemy te czy inne płatki do miseczki i zalewamy je mlekiem. Ale czy dzięki temu mniej się masturbujemy?

Poboli i przestaniesz

Zbożowe śniadanie nie wyczerpywało katalogu zbożnych pomysłów Kellogga. Najskuteczniejszą jego zdaniem procedurą było obrzezanie - wycięcie skórki osłaniającej główkę penisa. Zabieg powinien być przeprowadzony bez znieczulenia, pewna doza bólu wywiera bowiem zbawienny wpływ na umysł dziecka - przekonywał doktor od płatków.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.