Przed oczami mam zdjęcia młodych dziewczyn w mundurach i z kałasznikowami w dłoniach. To kurdyjskie żołnierki walczące z fundamentalistami z Państwa Islamskiego, a także o wolność dla swojego narodu i o prawa kobiet. W świecie Zachodu sytuacje, gdy na front wysyła się kobiety, są wyjątkowe. To symbol wielkiej desperacji i poświęcenia.

Kurdowie jako sojusznicy USA nie szczędzili krwi. Wzięli na siebie największy ciężar walki z samozwańczym kalifatem. Co z tego? 

Co dla Trumpa znaczą sojusze

Pozostało 82% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej