- Ta tajna baza danych nie powstała po to, żebyśmy byli bezpieczni. Chodzi w niej wyłącznie o kontrolowanie ludzi i przyczepianie im łatek – szczególnie osobom z mniejszości religijnych i etnicznych – zżyma się cytowana w „Guardianie” Gracie Bradley, menedżerka w Liberty, brytyjskiej organizacji broniącej praw człowieka i wolności obywatelskich. – To przerażające, że tysiące ludzi, wśród nich dzieci, figurują w jakiejś tajnej rządowej bazie wyłącznie z powodu ich rzekomych przekonań – oburza się.

Pozostało 89% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej