Mimo oficjalnego zakazu w Hongkongu ponownie demonstrowały dziesiątki tysięcy ludzi. W 15. tygodniu protestów na ulicach zostali jednak głównie radykałowie. Wychodzą na miasto jak na wojnę, cali na czarno, w kaskach i z maskami przeciwgazowymi, uzbrojeni w butelki z benzyną. W niedzielę policja strzelała do nich gumowymi kulami i gazem łzawiącym. Polewała ich też wodą z armatek z dodatkiem niebieskiego niezmywalnego barwnika, który ma pomóc ich później wyłapać i zidentyfikować.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej