Ludzie nie bez powodu mówią, że dziś jest gorzej niż w 2011 r. Jest mniej bezpiecznie, a wszystko drożeje. Wzrastają opłaty za szkoły, coraz więcej kosztuje codzienne utrzymanie, a niektóre rzeczy, jak warzywa czy ubrania, są nawet trzy razy droższe niż wtedy! – żali się w rozmowie z „Guardianem” Hiszam al-Amri, młody inżynier z Sidi Buzid, miasteczka, które dziewięć lat temu znalazło się na czołówkach światowych mediów. To tu podpalił się zdesperowany uliczny sprzedawca Muhammad Buazizi, rozpoczynając falę protestów, które błyskawicznie rozlały się po regionie, doprowadzając z czasem do obalenia najtwardszych bliskowschodnich reżimów.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej