„Sasza szaman", jak go nazywają w internecie, gdzie jego wędrówkę śledzi ponad milion ludzi, ruszył na zachód z rodzinnych stron jeszcze w marcu. Do celu ma dotrzeć za dwa lata.

Ciągnąc za sobą wózek z czumem, w którym nocuje, i z prowiantem, przemierza po 20 km dziennie. Nie śpieszy się, bo po drodze, jak tłumaczy, nabiera sił – „od ludzi, od przyrody, Stwórcy”. A do swego „wielkiego dzieła", którego dokona w stolicy imperium, potrzebuje ich wiele.

Rosją rządzi „demon potężny i krwawy”

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej