To zła wieść dla premiera, którego prawicowej partii Likud sondaże dają nieco mniej głosów niż jej głównemu rywalowi, czyli centrolewicowej koalicji Biało-Niebieskich. Pokazuje też, jak bardzo świat się zmienił.

Jeszcze dziesięć lat temu izraelska prawica zareagowałaby na te słowa zachwytem, lewica – potępieniem, świat arabski zagroziłby co najmniej bojkotem ekonomicznym, a Waszyngton zaprzeczyłby, jakoby pomysł popierał. Ale dziś prawica wie, że Netanjahu nie należy wierzyć: przed poprzednimi wyborami, pięć miesięcy temu, obiecywał aneksję nie Doliny Jordanu, w której mieszka wszystkiego 11 tys.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej