Sobotni test nadzorował osobiście Kim Dżong Un, który z takich prób uczynił główne narzędzie swojej dyplomacji. Północnokoreański przywódca przywitał start rakiet, klaszcząc i uśmiechając się szeroko. Testy mają przypomnieć USA, że Korea Północna, z którą zawiesiły pół roku temu rozmowy o denuklearyzacji, rozwija w międzyczasie swój potencjał balistyczny i jądrowy.

Gdy pod koniec tygodnia Trump lądował w Biarritz, na drugim końcu świata rakiety Kima przeleciały 380 km na wysokości 97 km i wpadły do Morza Japońskiego.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej