W środę od rana startowały setki opóźnionych lotów, a pasażerowie, którzy spędzili noc na lotnisku, ustawiali się w kolejki do odprawy.

Wczesnym rankiem, gdy personel lotniska zeskrobywał z podłogi i ścian ślady krwi po zajściach z ubiegłej nocy, na miejscu pozostawała już tylko trzydziestka protestujących. Jeszcze we wtorek było ich 5 tys.

Lotnisko zakładnikiem kryzysu politycznego

Na początku tygodnia drugie co do liczby pasażerów lotnisko świata stało się zakładnikiem największego kryzysu politycznego w 7-milionowej metropolii od czasu jej powrotu do Chin w 1997 r.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej