Weekendowe protesty, które od dziesięciu tygodni przetaczają się przez Hongkong, tym razem przeciągnęły się do poniedziałku. Powodem była informacja o kobiecie, która miała stracić oko podczas niedzielnego ataku policji na demonstrantów.

Protestujący, którzy domagają się wszczęcia dochodzenia i rozliczenia policji z nadużywania władzy, zebrali się w poniedziałek na międzynarodowym lotnisku Chek Lap Kok. Kiedy ich liczba sięgnęła 5 tys. i szczelnie wypełnili halę przylotów, dyrekcja jednego z najbardziej ruchliwych lotnisk świata zdecydowała o odwołaniu wszystkich pozostałych lotów tego dnia.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej