Kiedy podczas niedawnych wyborów szefa Partii Konserwatywnej Boris Johnson powtarzał, że Wielka Brytania wyjdzie z UE 31 października z umową lub bez, wielu inwestorów liczyło jeszcze, że to chwytliwe hasło na potrzeby kampanii, a koniec końców Londyn i Bruksela jakoś się dogadają. Bądź co bądź sam Johnson przekonywał, że prawdopodobieństwo rozstania na twardo to "milion do jednego".

Tydzień po przejęciu przez niego władzy widmo takiego scenariusza jest znacznie bardziej realne.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej