Podczas przemówienia na środowej konwencji Partii Konserwatywnej w Londynie Boris Johnson nieoczekiwanie schylił się i wydobył spod mównicy zawiniętą w folię wędzoną rybę.

Machając tym niecodziennym rekwizytem, grzmiał, że ryba pochodzi z wędzarni na wyspie Man, której właściciel jest wściekły, ponieważ

musi ponosić „olbrzymie koszty” pakowania ryb w określony przez Unię Europejską sposób.

Chodzi o chłodzenie żywności na czas transportu, czyli plastikową tackę z poduszką z lodu.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej