Donald Trump, otwierając czwartkową konferencję prasową przed Białym Domem, mówił: – Ludzie, którzy walczą z nami o słowo „obywatel”, to ci, którzy nie są dumni z własnego obywatelstwa – zżymał się.

Prezydent jest zły, bo wie, że przegrał. W ostatnich miesiącach dwoił się i troił, żeby dorzucić do przyszłorocznego spisu powszechnego pytanie o obywatelstwo, co ułatwiłoby mu wdrażanie ulubionego projektu jego prezydentury: walki z nielegalną imigracją.

Nie udało się, bo prawnicy w kilku stanach składali pozwy, w których zarzucali administracji, że chce uzyskać informacje, które posłużą do dyskryminowania.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej