To już czwarta duża manifestacja w Hongkongu w ostatnim miesiącu. Poprzednie wywołał sprzeciw mieszkańców ponadsiedmiomilionowej autonomii wobec projektu ustawy, który pozwalał na przekazywanie podejrzanych o przestępstwa do kontynentalnych Chin. Ludzie obawiali się, że pozostający pod kontrolą partii komunistycznej system sprawiedliwości zostanie wykorzystany do nękania dysydentów i niepokornych biznesmenów.

Projekt wstrzymano, ale uczestniczący w poniedziałkowych protestach domagają się jasnej deklaracji, że na dobre trafi do kosza. 

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej