Uczestnicy zlotu neonazistowskich kapel w Ostritz w Saksonii bawili się w zeszły weekend na sucho.

W piątek do akcji wkroczyła bowiem policja i na terenie, na którym odbywał się brunatny festiwal, skonfiskowała cały zgromadzony tam zapas piwa – w sumie 4,4 tys. litrów; ponieważ sąd w Görlitz ze względów bezpieczeństwa wprowadził tam całkowity zakaz sprzedaży i spożywania alkoholu. Potem zaś do akcji wkroczyli antyfaszystowscy działacze i wykupili całe zapas piwa w pobliskim supermarkecie. Całe 120 skrzynek.

To tylko jeden z przykładów, jak w dowcipny sposób Niemcy uprzykrzają neonazistom życie.

Jak zarobić na brunatnym marszu

Brunatnych można np. zmusić do wspierania organizacji Exit pomagającej młodym ludziom opuścić struktury neonazistowskich organizacji i ułożyć sobie życie na nowo.

Na taki pomysł wpadli antyfaszystowscy działacze w Wunsiedel we Frankonii. To dla brunatnego ruchu symboliczne miasto. Pochowano tam Rudolfa Hessa, jednego z najbliższych współpracowników Adolfa Hitlera, który jest patronem współczesnych organizacji neonazistowskich. Choć w 2011 r. grób zlikwidowano, brunatni co roku organizują imprezę ku jego czci. Ma charakter marszu żałobnego, by władze nie mogły jej zabronić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej