Prezentowany na konferencji w Bahrajnie dokument jest reklamowany jako ekonomiczna część „dealu stulecia”, czyli legendarnego już planu pokojowego Donalda Trumpa dla Izraela i Palestyńczyków, którego ujawnienie jest wciąż odkładane – ostatnio z powodu wyborów w Izraelu. Odpowiedzialny zań jest Jared Kushner, zięć Trumpa i jego przedstawiciel ds. Bliskiego Wschodu.

Dokument zadziwia już samym tytułem: „Pokój dla dobrobytu” – jakby autorzy byli przekonani, że każdy plan dla Bliskiego Wschodu musi mówić o pokoju przynajmniej w tytule, nawet jeśli treść nie jest adekwatna. Nie chodzi tu bowiem o zaprowadzenie pokoju, co naturalnie zaowocowałoby poprawą kondycji materialnej Palestyńczyków, ale o obdarowanie ich inwestycjami bez powoływania własnego państwa, czyli bez pokoju.

Czy Palestyńczycy są w stanie sami sobą rządzić

Plan mówi o zebraniu 50 mld dol. – ponad połowa tej sumy miałaby być wydana na terytoriach palestyńskich, reszta w Jordanii, Libanie i Egipcie, gdzie mieszkają rzesze uchodźców z Palestyny. 15 mld dol. miałoby pochodzić z grantów, 25 mld dol. - z pożyczek na preferencyjnych warunkach, reszta z kapitału prywatnego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej