Zakorkowane drogi wyjazdowe z kurortów, tłumy na obu stambulskich lotniskach, na dworcach autobusowych kolejki takie, że miejskie autobusy nie były w stanie zabrać wszystkich przybywających do miasta podróżnych – tak wyglądał początek weekendu w największej tureckiej metropolii. Miliony mieszkańców w pośpiechu wracały z wakacji, delegacji i wyjazdów, by w niedzielę 23 czerwca zagłosować na burmistrza Stambułu.

Tym, którzy wakacje mieli zabukowane, zanim YSK, turecka Wysoka Komisja Wyborcza, zdecydowała w maju o powtórce marcowych wyborów (oficjalny powód: nieprawidłowości w trakcie głosowania, nieoficjalny: naciski prezydenta Erdogana po zwycięstwie kandydata opozycji), a chcieli zostać w Stambule, lokalne linie lotnicze – Onur Air, Pegasus i Atlas Global – zwracały pieniądze za bilety. Problemów nie robili też hotelarze, większość rezerwacji można było bezpłatnie odwołać lub zmienić terminy. Efekt? Choć to już wakacje, frekwencja wyborcza identyczna jak w marcu – ponad 84 proc.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej