Letna to wzgórze nad Wełtawą tuż obok Hradczan, z którego rozpościera się piękny widok na starą Pragę. Na wzniesieniu znajduje się Letenská plán, wielki park z łąką pośrodku, na której zwykle organizuje się wielkie koncerty. W niedzielne popołudnie miejsce to zapełnili ludzie z trójkolorowymi czeskimi flagami. Ponad 250 tys. ludzi weszło na Letną, by zaprotestować przeciwko skorumpowanemu rządowi Andreja Babisza.

- Przyszedłem tutaj, by powiedzieć głośno, że Babisz nie ma moralnych kwalifikacji do tego, by stać na czele naszego państwa. Jestem wściekły. W normalnym kraju dawno by go nie było w polityce – mówi Martin, młody prawnik pracujący w jednej z praskich kancelarii. Na Letną wszedł z transparentem w dłoni i koszulką z antyfaszystowskim napisem.

Czechy nie są bantustanem

Przez dobrą godzinę stałem na skraju parku i oglądałem napływający z kilku stron niekończący się strumień ludzi. Demonstranci oprócz czeskich flag nieśli flagi Unii Europejskiej. A do tego transparenty w niezliczonej ilości wariacji. Na jednych premier Babisz przedstawiony był jak monstrum, na innych w karykaturalnej pozie bratał się z prezydentem Miloszem Zemanem. To odwołanie do wsparcia udzielanego premierowi przez prezydenta i jego wielkiego wpływu na rząd.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej