Władimir Putin już w piątek, czyli natychmiast po zamieszkach w gruzińskiej stolicy, zareagował ostro. Podpisał dekret zabraniający liniom lotniczym od 8 lipca wozić pasażerów między Rosją a Gruzją. Jednocześnie „rekomendował” rosyjskim firmom turystycznym, by nie sprzedawały więcej skierowań na wypoczynek w sąsiednim kraju. W ojczyźnie Putina biznes takie „rekomendacje” przyjmuje jako polecenie.

Dmitrij Pieskow, rzecznik gospodarza Kremla, decyzje swego szefa nazwał „restrykcjami, do których Moskwa została przymuszona”, i nie pozwala mediom mówić, że kraj wprowadza sankcje wobec swego małego sąsiada.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej