Nad prezbiterium, gdzie wstęp jest surowo wzbroniony, wiszą siatki ochronne. W nich tu i ówdzie sypiące się z osłabionego pożarem sklepienia kamienie. Wokół cudem ocalałe polichromowane drewniane płaskorzeźby z XIV w. ze scenami z życia Chrystusa zdobiące kamienną przegrodę, która oddziela kanoników od tłumu wiernych. Kościelną posadzkę wciąż pokrywa gruz.

– Dwa miesiące po pożarze sklepienie nadal grozi zawaleniem – ostrzega po raz kolejny minister kultury Franck Riester.

To już niemalże mantra. Prace nad zabezpieczeniem delikatnej struktury gotyku, w której każdy element podtrzymuje inny, wydłużają się. Teoretycznie dopiero w październiku będzie wiadomo, czy paryską katedrę, która 15 kwietnia stanęła w płomieniach, udało się uratować.

– Dopóki sklepienie, które runęło w trzech miejscach, nie zostanie całkowicie zabezpieczone i zdiagnozowane, nie możemy mówić o ocaleniu obiektu – precyzuje Antoine-Marie Preaud, dyrektor działu konserwacji zabytków w regionalnej dyrekcji ds. kulturalnych, organu ministerstwa kultury.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej